W rodzinnych opowieściach często brakuje miejsca na pełne portrety przodków. Zamiast tego pojawiają się pojedyncze sceny, które składają się w obraz człowieka. Tak jest w przypadku Stefana Warzechy, pradziadka autorki wspomnień, którego historia zachowała się w dokumentach, fotografiach i przekazach ustnych.
Kolejarz z Biestrzynnika
Stefan Warzecha przyszedł na świat 25 grudnia 1858 roku w Biestrzynniku jako najmłodsze, jedenaste dziecko Johanna i Francki z domu Mazur. Pracował na kolei, a zachowane dokumenty rodzinne wskazują, że cechował go typowy pruski porządek – wszystko musiało być zapisane i załatwione do końca. Każdemu dziecku wpisywał do ksiąg prawo dożywotniego zamieszkania w rodzinnym domu, ale gdy dorosłe dziecko brało ślub i się wyprowadzało, natychmiast jechał do Opola, by wykreślić ten zapis z ksiąg wieczystych. Zachowało się nawet pokwitowanie syna za odebraną „ojcowiznę”.
Zadziorny sąsiad i ojciec
Z przekazów wynika, że Stefan lubił się sądzić – najczęściej z sąsiadami o granice działek. Dawne plany pokazują, że granica faktycznie miała kształt litery S, ale czy warto było kłócić się o kilka centymetrów? Autorka wspomina, że przypomina to historię Kargula i Pawlaka. Niestety, akta sądowe z tamtych lat nie zachowały się w archiwum w Opolu.
Mimo zadziornego charakteru Stefan ogromnie kochał rodzinę. Jego bracia przeprowadzili się do Zabrza, ale rodzeństwo regularnie spotykało się na rodzinnych fajerach. Niestety, czasy powstań śląskich mocno odbiły się na ich relacjach – przy spotkaniach często wybuchały kłótnie o politykę, bo część rodziny opowiadała się za Polską, a część za Niemcami.
Ojciec, który dawał wolność
Stefan miał ośmioro dzieci, które czuły przed nim ogromny respekt. Był dobrym ojcem i pozwalał dzieciom iść własną drogą. Synowie mogli sami wybrać zawód, a syn Tomek dostał zgodę na wstąpienie do klasztoru. W XIX-wiecznych Prusach szkoły zawodowe i klasztorne były płatne, więc nie każdego ojca było stać na kształcenie dzieci. Stefan dawał też dzieciom wolną rękę w wyborze małżonka. Poparł wybór córki Wiktorii, która chciała wyjść za kuzyna drugiego stopnia, a gdy oburzeni rodzice chłopaka przyszli go szukać, pomógł mu uciec przez okno na tył domu.
Oszczędność i duchowość
W rodzinie mówiło się: „skąpy jak stary Warzecha”. Czy Stefan był skąpy, czy po prostu oszczędny? Zarobki zwrotniczego na kolei nie były wysokie, ale dzięki ciężkiej pracy całej rodziny gospodarstwo rosło – Stefan dokupywał ziemię, gdy tylko było to możliwe. Dzięki temu rodzina była samowystarczalna, a on wykształcił synów i zabezpieczył przyszłość dzieci.
Niezwykle ważna była dla niego duchowość. Wspomógł finansowo budowę kościoła w Schodni, a pamiątkowe cegiełki i obraz zachowały się w rodzinie. Obowiązkowym punktem roku były pielgrzymki na Górę Świętej Anny czy do kościoła w Bierdzanach. Po pradziadku została cała skrzynka pamiątek: starych modlitewników, medalików i obrazków. Najbardziej fascynujące są zapisane przez Stefana modlitwy i pieśni – pisał po niemiecku bezbłędnie, ale także po polsku, choć robił to fonetycznie, nie znając polskiej gramatyki.
Siła do końca
Stefan nigdy nie chorował. W rodzinnych zbiorach zachowało się zdjęcie z 1940 roku, na którym ładuje widłami siano na wóz. Miał wówczas prawie 82 lata. Taka krzepa w tym wieku to dowód na to, jak silnym i zahartowanym był człowiekiem.
Kim tak naprawdę był Stefan Warzecha? Autorka wspomnień podsumowuje: „Był dobrym, czy złym człowiekiem? Myślę, że jak każdy z nas miał swoje wady i zalety, ale ogólnie był po prostu dobrym człowiekiem. I był człowiekiem swojego czasu”.
Źródło: Gmina Ozimek dawniej
Fot. facebook.com

